Odkrywając wabi i sabi
Praca z kulturą japońską daje okazję do przemyślenia, jak postrzegamy świat. Może wydawać się to z jednej strony dość oczywiste, ale w moim odczuciu wiele refleksji pozostaje na dość powierzchownym poziomie. Jest jednak wiele aspektów, które nawet Japończykom sprawiają kłopoty, a co dopiero obcokrajowcom. Jedną z nich, moim zdaniem, jest wabi-sabi.
Możliwe, że nigdy o wabi i sabi nie słyszeliście, więc zacznijmy od definicji. Wabi pierwotnie odnosiło się do prostoty, umiaru i życia z niewieloma zewnętrznymi elementami, o które można się było oprzeć. Z czasem zaczęło oznaczać docenienie skromnej i zwykłej przestrzeni. Wabi to świadomy wybór minimalizmu i nauczenie sie komfortu wśród rzeczy, które nie manifestują swojej wartości. Sabi natomiast wiąże się z czasem. Wskazuje na starzenie się, zużycie i ciche zmiany, które zachodzą, gdy coś jest używane i wystawione na działanie świata. Rdza, patyna, blaknięcie i drobne uszkodzenia to właśnie sabi – nie jako wady, lecz dowód, że coś żyło i nadal istnieje.
W czasach fast fashion i jeszcze szybszego życia, rozmowy o wabi i sabi w trakcie lekcji językowych dają (myślę, że nie tylko mnie) poczucie komfortu. Bardzo często nasze refleksje są podobne: wszyscy w pewnym stopniu boimy się starzenia. Przechowujemy stare pamiątki i ubrania, które przypominają nam chwile, które chcemy zachować. Dla mnie wabi-sabi to koncepcja, która nadaje wartość przedmiotom z historią.
Co więcej, często nie dostrzegamy, jak niewiele wysiłku potrzeba, by naprawić rzeczy, które wciąż działają: rysy, nierówności, ślady użytkowania. A co, jeśli nie musielibyśmy ich ukrywać?
Często oczekujemy, że wszystko będzie ukończone i na wieki pozostanie stabilne. Nie tylko przedmioty, ale też praca, rutyna dnia, obowiązki czy stany emocjonalne. Gdy coś wydaje się powolne lub niestabilne, reagujemy odruchowo, by to naprawić, poprawić lub zoptymalizować. Z perspektywy wabi-sabi pojawia się inna opcja: fluktuacje nie są problemem. To często po prostu efekt istnienia czegoś w czasie. I szczerze mówiąc, czy nie jest to najbardziej realistyczne podejście? Życie zawsze się zmienia.
Widzimy to też w architekturze. Wiele osób przyciągają przestrzenie, które zostały dostosowane do nowych warunków, bardziej od nowych, często kanciastych budynków bez duszy. Miejsca, w których historia nie jest wymazywana.
Podobna zmiana dotyczy przedmiotów. Czy nie jesteśmy zmęczeni nowymi modelami, które w gruncie rzeczy są dokładnymi kopiami z mikroskopijnymi zmianami, których zadaniem jest tylko podbicie ceny? Do tego dochodzi Twoja ulubiona, wyszczerbiona filiżanka, z której nadal miło pije się kawę. Porysowany stół wciąż podtrzymuje ciężar. Po pewnym czasie te detale przestają rzucać się w oczy, a po prostu znikają w tle.
Wabi-sabi nie każe podziwiać tych rzeczy ani czuć za nie wdzięczności. Celem nie jest zamiana ich w symbole. Pomaga jednak usunąć presję, by ciągle coś oceniać.
Ta perspektywa często przekłada się też na pracę. Nauczanie, pisanie i uczenie się przybierają różne formy, ale ich natura jest powtarzalna. Są długie okresy, kiedy nic nie wydaje się nowe ani imponujące. Te fazy łatwo określić jako stagnację. Z perspektywy wabi-sabi, co ciekawe, mają bardziej być postrzegane jako czas na konserwację: umiejętności pozostają funkcjonalne dzięki regularnemu używaniu. Ciche, zwyczajne, ale niezawodne i potrzebne, by iść dalej.
Zmienia też rozumienie wysiłku. Krótkie zrywy motywacyjne tracą atrakcyjność, natomiast to, co utrzymuje się w czasie, staje się ciekawsze. Jeśli coś działa tylko wtedy, gdy masz chęci, to trudno, by przetrwało. Systemy, które wytrzymują dni na niskiej energii, wydają się bardziej realistyczne.
Wraz z tym przychodzi mniejsza wewnętrzna presja. Standardy nie spadają, ale impuls do ciągłej korekty i ulepszania słabnie. Nie wszystko wymaga dopracowania. Niektóre rzeczy potrzebują jedynie ciągłości.
Wabi-sabi nie zmienia tego, do czego dążymy. Może jednak zmienić, ile niedoskonałości jesteśmy w stanie zaakceptować po drodze i jak komfortowo się z nimi czujemy. Tworzy przestrzeń na pauzy, które nie wymagają uzasadnienia.
A jak Ty odbierasz wabi-sabi?
Wszystkiego dobrego,
Iza


